CENTRUM EDUKACYJNE

 

PROJEKT WOLNEJ SZKOŁY

 

Uroczyście ogłaszam, iż we wrześniu 2018 zaczął się realnie

Projekt Wolnej Szkoły!

Zaczynamy z klasą PIĄTĄ i ÓSMĄ.

Idziemy podstawą programową z elementami pedagogiki Waldorfskiej. 

System: dzieci są u siebie w domu, a jeden tydzień w miesiącu spędzają u nas w Bolkowie. Wtedy jest intensywna nauka!

Pomysł powstał dla dzieci, które są za młode, aby być w rozłące z rodzicami przez dłuższy czas, a jednak chcą skorzystać z edukacji domowej połączonej z pedagogiką waldorfską, i niestety mieszkają daleko od takich szkół w Polsce. Jest to świadomy kompromis, a jednocześnie początek Wolnej Szkoły w Bolkowie.

Dla dzieci z Dolnego Śląska egzaminującą szkołą będzie Akademia Mistrzów w Lwówku Śląskim, przyjazna edukacji domowej. 

Na pozostałe trzy tygodnie dzieci dostają do domu różne ciekawe zadania w formie projektów. Ale nie za dużo! Reszta czasu jest wolna!!! Nauka języka odbywa się u nas (intensywne mówienie przy różnych czynnościach w danym języku obcym przez tydzień kilka godzin dziennie, bez żadnej lekcji, niesamowicie przyspiesza proces przyswajania! Pod koniec dochodzi czytanie i pisanie.) 

Uczymy tematycznie, czyli zajmujemy się przez tydzień tylko jednym przedmiotem. Egzaminy są dwa: w styczniu część ścisła, a w kwietniu część humanistyczna. 

Trzeba wiedzieć, że podczas nauczania domowego nie wszystkie przedmioty są wymagane! 

Aby gwarantować sukces i kameralną atmosferę, przewidujemy maksymalnie 7 dzieci. 

Przewidywany koszt miesięczny wraz z noclegami i wyżywieniem: 500 zł.

Dokumenty do pobrania i więcej informacji chętnie przez mail. 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Nauczanie domowe od dawna jest jednym z podstawowych praw każdego dziecka w Polsce. Coraz więcej rodziców skorzysta z tej wspaniałej możliwości. Naszym motywem jest połączenie dzieci, dając im korepetycje w grupach przez cały rok szkolny. Założymy grupę nauczania domowego, czyli samodzielnie się uczących dzieci w różnym wieku w naszym domu. Może z tego w przyszłości wyrośnie szkoła. 

 

Celem jest:

1. Bycie sobą, bycie ze sobą i z przyrodą i bycie szczęśliwym.

2 Nauczanie w atmosferze luzu, zaufania, radości- ale nauczanie czego?

Umiejętności  i kompetencji socjalnych, artystycznych, językowych, matematycznych, praktycznych, skupienia się, samodzielnego uczenia się. Kreatywność, pewność siebie, tolerancja, empatia.

3. Przyswajanie wiedzy niezbędnej do zdania egzaminów w danym roku szkolnym w partnerskiej szkole w taki sposób, żeby proces nauczania był żywym procesem odkrycia i wymiany.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

  

Główne pytania

Szczerze: Co pamiętacie ze szkoły?

Wyuczone daty wojen? Definicje? Ja nie. Ja pamiętam uczucia. Obrazy. Ludzi. Zachowania. Lekcje życiowe. Umiem pisać, czytać, liczyć. Resztę zapomniałam. Z Biologii miałam szóstkę w maturze. Ani trochę z tego nie pamiętam.

A więc co jest ważne? Co szkoła ma zrobić?

Przekazać wiedzę, którą i tak się zapomina i którą można mieć na jakikolwiek temat w ciągu sekundy przez internet?

 

 

 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

                                                                                         Ważne!

Nie należymy do żadnego kościoła, do żadnej instytucji, religii, sekty, wspólnoty wyznaniowej. Jesteśmy wolnymi ludźmi, szukającymi swoją drogę do bycia coraz bardziej szczęśliwym, pełnym człowiekiem. I chcemy dzieciom pomóc w znalezieniu swojej drogi i w byciu szczęśliwym, spełnionym człowiekiem. Tyle.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Treści, metody, sposoby pobieramy z różnych szkół. Są to szkoły waldorfskie, szkoły Montessori, szkoły demokratyczne, szkoła Szczetinina w Rosji, idee Janusza Korczaka, idee szkoły Summerhill w Anglii, idee szkoły Peter-Petersen w Niemczech, metody szkoły Weinbergschule w Austrii.

 

 Nauczanie liter jako pochodzące z istotnych obrazów, z baśni, ze świata prawdziwego. Literka to istotny znak.

     Nauczanie liczb i liczenia poprzez rytm i ruch.

    Opowiadanie baśni, legend, później historii jako życiorysy osób.

    Zajęcia przyrodnicze w przyrodzie.

    Praca w ogrodzie.

    Zajęcia rękodzieła.

    Śpiewanie, granie na instrumentach.

     Każdy ma jeden głos.

     Nikt nie będzie zmuszony. 

    Nauczyciel jest partnerem.

       Uczenie się w grupach mieszanych wiekowo.

     Umawianie z uczniami planu na tydzień.

    Uczenie się wzajemnie.

    Nauczyciel jest starszym przyjacielem. 

    Nauka języków obcych poprzez mówienie w danym języku przez cały dzień, robiąc z dziećmi przeróżne

    zajęcia, np gotowanie, malowanie, gry i zabawy, spacery...

     Zaproszenie specjalistów swoich fachów na zajęcia: kowala, ceramika, archeologa, badacza, podróżników itp.

    Wycieczki z prawdziwymi przeżyciami.

    Projekty teatralne. Występy.

    Zajęcia cyrkowe.

    Zajęcia z ziołolecznictwa.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Formalności

 

Podstawa prawna:

http://www.nauczaniedomowe.pl/nauczanie-domowe/akta-prawne-nauczania-domowego/ustawa-o-systemie-oswiaty/

 

Niezbędne papiery

1.  Zapisanie się do wybranej placówki, odpowiednio w tym województwie, w którym dziecko jest zameldowane (publicznej lub niepublicznej). 

2.  Załatwianie opinii publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej.

3.  Oświadczenia rodziców na zobowiązanie się do zrealizowania programu, do stworzenia odpowiednich warunków, do przystąpienia do egzaminów.

 

 

A potem

Dziecko dostaje normalnie legitymację szkolną, może być objęte ubezpieczeniem od wypadków, a na koniec roku szkolnego LUB w trakcie roku szkolnego umawia się z danym nauczycielem partnerskiej szkoły na egzaminy.

 

Reszta jest sprawą i odpowiedzialnością rodziców. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

To jest nasza najmłodsza córka Lucia-Sophie. Teraz ma już 13 lat i skończyła siódmą klasę. Razem z nią chcemy założyć grupę samodzielnie się uczących dzieci w różnym wieku w systemie nauczania domowego.

Szukamy rodziny, którym zależy na żywym procesie nauki w atmosferze luzu i wolności. My rodzice, Josefus i Maria, chcemy prowadzić tę grupkę, współpracując z wolontariuszami z całego świata, mistrzami swoich fachów i polskimi nauczycielami. Zapraszamy do tworzenia projektu!  

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pedagogiczne założenia

 

Co z tą wolnością? Czy dzieci nie potrzebują granic?

Z moich studiów, doświadczeń, szukań na ten temat wynika: Chodzi o wzajemne głębokie zrozumienie drugiej osoby. Tym bardziej się uczę być taką, tym milsze są moje dzieci, tym bardziej się kochamy na wzajem, tym łatwiej dochodzimy do porozumienia. Najważniejszym narzędziem dla mnie przy tym jest aktywne słuchanie wg książki Thomasa Gordona „Konferencja rodzinna”.

 

Co z lenistwem? Jeśli nie kopniemy dzieci, to niczego się nie nauczą!

Dzieci z natury są ciekawe, aktywne. Przestają być aktywne, jeśli za dużo ciągle od nich wymagamy, że mają coś robić, czego nie chcą robić. Ponieważ nasze dzieci wszystkie są już pokrzywdzone, jest pewien czas krytyczny potrzebny, aby przejść do pierwotnej aktywności. Ale uważam, że koniecznie trzeba dać iskry, impulsy, oferty aktywności, żeby dusza dziecka miała o co się zapalić.

 

Dlaczego tyle artystycznych rzeczy?

Dla mnie piękno nie jest dodatkiem, tylko istotą świata. Natura jest przepiękna, obfita, artystyczna. Poza tym zajęcia artystyczne niesamowicie rozwijają mózg.

 

Dlaczego tyle waldorfskich treści?

Przez moje życie dużo się zapoznałam z pedagogiką waldorfską, ale nie jestem fanatycznym przedstawicielem jednej idei. Jednak chcę tutaj cytować założyciela szkół waldorfskich, Rudolfa Steinera, który wg. niektórych jest niby guru, niby założył sektę itp.:

1.  Plan lekcji to śmierć szkoły.

2.  Zamiast wychowania dzieci należy wychować siebie samych, a dzieci przy tym wzorcu same się wychowują.

3.  Należy żyć bez wyprzedzeń. Należy wszystko, co się usłyszy, nawet najbardziej szaloną rzecz, chociażby na minutę traktować jako możliwe, i przebadać.

4.  Nic mi nie uwierzcie, bo niby jestem dla was jakimś autorytetem. Badajcie sami.

 

5.  Żyć w miłości do działania i dać innym żyć w zrozumieniu ich intencji, to maksyma wolnego człowieka.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Adresy internetowe

 

Szkoły waldorfskie

http://www.szkola.bielsko.pl/

http://www.waldorfskaszkola.pl/

http://www.waldorfska.edu.pl/

http://waldorfska.org/                          

Szkoła Montessori

http://szkolamontessori.com.pl/szkoly-podstawowe/koszarawa-bystra/

Szkoła demokratyczna

http://www.summerhill.pl/koncepcja-szkoly-summerhill.html

http://edukacjademokratyczna.pl/

Metoda aktywnego słuchania     https://pl.wikipedia.org/wiki/Thomas_Gordon

 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Moja droga do celu

 

Dzieciństwo

Pochodzę z rodziny muzycznej. Tata i mama, żyjąc we wschodnich Niemczech i pracując na poczcie,  poznali się na festiwalu muzycznym, gdzie mama śpiewała jako solistka  zespołu, a tata grał w innym zespole na gitarze basowej.

Tata pochodzi z Bohemii, jego przodkowie byli muzycy, którzy zajmowali wysokie pozycje w orchestrach austriackiego cesarstwa, komponowali, grali na kilku instrumentach, dyrygowali... a prapraprababcia była węgierską cyganką. Mama się urodziła w Szczecinie, jej tata był bardzo utalentowany artystycznie, śpiewał, grał, opowiadał. Z przykrością muszę przyznać, że zajmował wysoką pozycję u Hitlera. Nie wiem, co konkretnie robił. Po wojnie założył drugą rodzinę w Zachodnich Niemczech. O tym jaki on był, mam sprzeczne informacje.

Nasz dom żył muzyką. Tata, wujek, kuzyn grali na instrumentach skrzypcowych i na pianinie, często spotkali się i muzykowali razem. Mama śpiewała, czytała nam baśnie i historie. Mieliśmy wielki, dziki ogród, obok wioski był strumyczek i las. Chociaż byliśmy niezamożni, wszystko było bogate, kolorowe, pełne szczęścia, tajemnic i właśnie muzyki.

 

Co tydzień jeździliśmy do Berlina do Wspólnoty Chrześciańskiej na zajęcia religijne, teatralne, muzyczne. Chodząc do  szarej komunistycznej szkoły,  te zajęcia, kolonie, święta ratowały mi życie. Dzisiaj wiem, że robili z nami po tajemku szkołę waldorfską. Kiedy po upadku komuny zobaczyłam prawdziwe szkoły waldorfskie z normalnym, codziennym życiem, zrozumiałam, że dzieci tam zupełnie nie wiedzą, jakie mają szczęście. Jednocześnie wiedziałam, że miałam inne szczęście: poznałam kwintesencję pedagogiki waldorfskiej poza systemem szkolnym, bez przymusu nauki, bez gorsetu szkolnego.

 

Studia i pierwsza praca

Kiedy miałam 17 lat, powstała moja wizja życiowa: będę związana z dziećmi. Może założę dom dziecka. Z partnerem, który będzie prawdziwym przyjacielem i także pedagogiem.

W życiu nie chciałam zostać nauczycielką, ponieważ miałam przed sobą ten opłakany obraz nauczycieli jako wroga klasy: albo było mi ich szkoda, bo nie dali sobie rady, abo ich znienawidziłam, albo było wstyd z nich, w każdym razie nie miałam ani jednej osoby przed sobą, którą bym szanowała głęboko – oprócz jednego nauczyciela języka angielskiego, który był sobą...

A poszłam, prawie zmuszana, na studia nauczycielskie muzyki i niemieckiego!

Czasami dopiero po wielu latach wiemy, po co coś się wydarzyło...

 

Podczas studiów upadła komuna. Natychmiast szukałam podyplomowe studia waldorfskie i znalazłam inicjatywę szkoły waldorfskiej w Berlinie. Pracowałam tam jak szalona przez cztery lata. Prowadziłam klasę jako wychowawczyni (36 dzieci),chór, uczyłam muzykę, rosyjski, żyłam szkołą. Moją córkę, która nieoczekiwanie przyszła na świat, głównie wychowała moja mama. W szukaniu partnera zeszłam w ciążę drugi raz...

 

 Potem wszystko się zmieniło. Poznałam Josefusa. Wizja z młodzieńczych lat powstała od nowa: projekt pedagogiczny z prawdziwym partnerem. Opuściłam szkołę i Niemcy. Nagle mieszkałam na opuszczonej wsi w Polsce.

Pedagogiczne doświadczenia w Polsce

 

Chwała Polski!

Na początku chcę wyraźnie zaznaczyć, że uważam polski system ustawy za genialny, ponieważ istnieje zupełna wolność! Jest prawo nauczania domowego. Jest możliwość założenia szkół autorskich, eksperymentalnych, o przeróżnych profilach. Podstawa programowa jest tak napisana, że każde dziecko od pierwszej aż do trzeciej klasy ma czas do nauczania się czytania, pisania itp w SWOIM tempie. Jest napisane, że w tym czasie nie powinno być żadnych ocen, i że nie można NIE zdać!

Jestem wdzięczna, że żyję w takim kraju. Szczerze.

 

Pionierskie czasy

Zaczęło się w Juchowie, w tej właśnie opuszczonej małej wiosce koło Szczecinka w Zachodniopomorskim. Brałam ślub z Josefusem, urodził się synek, a potem jeszcze córeczka,  pracowaliśmy w Fundacji międzynarodowej, która chciała połączyć ideę rolnictwa ekologicznego (biodynamicznego) z pedagogiką,  pracą dla niepełnosprawnych, integracją i rozwojem całej wsi.

Trzy rodziny wspólnie kierujące tym przedsiębiorstwem, w tym nasza rodzina,  szukali mądre rozwiązanie szkolne dla swoich dzieci.

Do dziś nie wiem, skąd się dowiedziałam o możliwości nauczania domowego. Ale pamiętam, że znalazłam ten artykuł 16/8 w ustawie oświaty i nie wiedziałam, czy mam wierzyć własnym oczom: można uczyć swoich dzieci w domu, tak o, po prostu.

Remontowaliśmy pomieszczenia. Zostało założone przedszkole dla młodszych,  a obok w sali była nasza mała szkoła-nie szkoła. Umawialiśmy się z rodzicami, że ja mam prowadzić tę małą grupkę. Zapisaliśmy dzieci w szkole na miejscu. Dyrektorka powiedziała, że w całym kraju jest tylko kilka rodzin, które skorzystają z tego niesamowitego prawa.

Niestety, nasza najstarsza córka nie mogła skorzystać z naszych projektów. Chodziła do państwowych szkół i jakoś to przeżyła, chociaż pary razy też zmieniła szkołę i szukaliśmy lepsze rozwiązania. Nie była szczęśliwa... a NIE chodzić też nie chciała, bo byłaby wtedy samotna.

 

Profil „szkoły”

Wybraliśmy profil waldorfski. W Polsce istnieje kilka szkół tego typu. To oczywiście trochę kolidowało ze szkołą na miejscu, ponieważ nasze dzieci po pierwszym roku szkolnym wcale nie umiały czytać, ale za to przepięknie rysowały, śpiewały, grały na lirach... Natomiast wg podstawy programowej miały na to czas do końca trzeciej klasy, więc zdążyliśmy! Dodam, że nasi mali chłopacy byli bardzo specyficzni i nie nadawaliby się do normalnego systemu...

W każdym tygodniu jeden cały dzień był poświęcony wędrówce, niezależnie od pogody. Budowaliśmy szalony szałas. Chodziliśmy po potokach, robiliśmy ogniska i wspinaliśmy się na drzewa. Bujaliśmy się na ogromnych gałęziach świerkowych. Zbijaliśmy lód na brzegu jeziora. Zawsze wróciliśmy zupełnie brudni i mokrzy.

Ale także podczas tak zwanych normalnych lekcji był czas na budowanie murów z cegieł, na bieganie i zabawy, na projekty teatralne, na nieskończone rysowanie obrazów kopalni, budowy, walk, koni, krajobrazów (kiedy kartka A3 była za mała, doklejaliśmy kolejną, cała podłoga była pokryta kartkami.. )

Potem weszła jeszcze lepsza ustawa: można dzieci zgłosić do którejkolwiek szkoły w Polsce. Natychmiast zapisaliśmy dzieci do szkoły waldorfskiej w Poznaniu. Zaczęła się wspaniała, ścisła współpraca.

Spytajcie młodzież dzisiaj: był to ich najszczęśliwszy czas. Mój też. I do dziś jestem wdzięczna rodzicom, że powierzyli mi swoje dzieci i wytrzymali z nami wszelkie szaleństwa.

 

Współpraca z wioską

Zrealizowaliśmy z świetlicą i z szkołą naszej wsi kilka wspólnych projektów teatralnych, potem także cyrkowych, zaprosiliśmy na różne święta, takie jak adwentowe, jasełka, wielkanocne, letnie, jesienne. Był to wspaniały czas integracji.

 

Przeprowadzki

W życiu bywa różnie. Nasza rodzina opuściła Fundację. Szukaliśmy swoje szczęście na własną rękę w Sadach Górnych na Dolnym Śląsku. Wtedy weszłam w współpracę z Domem Kultury w Bolkowie i prowadziłam różne zajęcia teatralne, językowe i muzyczne z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi w ramach zajęć świetlicowych. Nasze dzieci w tym czasie chodziły do przytulnej, rodzinnej szkoły w Sadach.

 

Po trzech latach znowu musieliśmy zmienić miejsce, ponieważ  nasza idea budowania domu z ogrodem jako centrum agroturystyczne, umierała finansowo. Wtedy starsi z własnej decyzji chodzili do gimnazjum (czasami dzieci alternatywnych rodziców szukają normalności J ), a z najmłodszą córką cały czas szukaliśmy dobre rozwiązania.

 

Między innymi córka jeden rok była na nauczaniu domowym. Wtedy była zapisana do szkoły Montessori w Koszarawie w Beskidach. Trzy doświadczenia uważam w tym za bardzo istotne:

1. Opieka przez tę szkołę jest profesjonalna, życzliwa. Egzaminy są przyjemne. Nauczyciele są wyspecjalizowani i przyjaźni. 

2.  Spędziliśmy dużo czasu razem i sama się nauczyłam ciekawych rzeczy, na przykład z geografii, a tata z córką obserwował gwiazdy i odkrył mitologię grecką. Poza tym w duchu żaglowali z odkrywcami świata do Indii i Ameryki.

3.  Z łatwością córka zdała egzaminy, chociaż poświęciliśmy maksymalnie godzinę dziennie nauce.

4.  Brakowało kontaktów do innych dzieci. Wesoły gwar grup przechodzących koło nas do boiska wzbudził we mnie ból.

 

Przez 3 miesiące była zapisana do szkoły waldorfskiej w Bielsku jako nauczanie domowe. Na zmianę chodziła tam do szkoły, mieszkając u przychylnych rodzin – a resztę czasu była w domu.

Jednak rozłąka nie była zdrowa dla nas wszystkich, a rodziny tam były obciążone. Dlatego zapisaliśmy ją znowu do szkoły Montessori w Koszarawie.

 

Siódmą klasę spędziła w wiosce obok Bolkowa, gdzie teraz mieszkamy, w bardzo fajnej, małej klasie. Znalazła wspaniałych przyjaciół. Ale jednak ósmą klasę planuje zrobić systemem nauczania domowego, ponieważ pomimo fajnych przyjaciół, codzienne szkolne życie i nudy na lekcjach jej nie odpowiadają. 

 

Obawa, że dzieci po nauczaniu domowym nie są wstanie się zintegrować w normalne życie, z naszych doświadczeń nie ma podstaw. Wręcz przeciwnie: Dzieci wrócą silniejsze, bardziej pewne siebie. I co ważne: mają taki zdrowy odstęp do tego całego teatru szkolnego, bo wiedzą, że są dobrowolnie w szkole, że też można inaczej. Są też lubiane przez innych, zintegrowane. Przynoszą ze sobą społeczny duch oraz bryzę wolności. 

 

A teraz czas najwyższy na zrealizowanie marzeń i skorzystanie z naszych wieloletnich doświadczeń, wykształcenia i umiejętności.

Znaleźliśmy nasze miejsce w Bolkowie. Jest to duży dom z ogrodem z pokojami dla gości.

We wrześniu 2018 realnie zaczyna się pierwsza grupa Wolnej Szkoły.

 

 

Kulisa z zajęć z niemieckiego w lipcu 2017. Muzykanci z Bremy właśnie opuścili domek.

Erlebniswoche/ Tydzień BYĆ I CZUĆ  Juli/lipiec 2018